Akordeon pod oknem
Opowiada babcia Janina · nagrała wnuczka Ola
Posłuchaj fragmentu · 0:57
„Przyszedł pod okno z akordeonem i grał, aż mama go wpuściła. Umiał tylko dwie melodie, to grał na zmianę.”
Cały tekst fragmentu
To było latem sześćdziesiątego drugiego, nad Sołą. Miałam siedemnaście lat i warkocz do pasa. A on przyjechał na rowerze, z akordeonem przywiązanym sznurkiem do bagażnika. Stanął pod oknem i grał. Mama mówi: „Janka, zamknij okno, to jakiś łobuz”. A ja nie zamknęłam. Umiał tylko dwie melodie, to grał na zmianę. „Czerwone jabłuszko” i jeszcze jedną… już nie pamiętam jaką. Grał tak trzy wieczory, aż mama wyszła na ganek i mówi: „No wejdźże już, bo cała ulica słucha”. I wszedł. Zjadł pół blachy placka ze śliwkami. A w październiku był ślub.
- Lato nad Sołą
- Chłopak z akordeonem
- Mama mówi „nie”
- Ślub w październiku



